wtorek, 5 lutego 2013

Na razie wrzucę tylko zdjęcia autorstwa Andrzeja Grzelaka
padam na twarz, energetycznie nie mam siły, napiszę coś jutro.
DZIĘKUJĘ gościom za obecność
DZIĘKUJĘ
Agata Butwiłowska
Kinga Karp
Nina Stolecka
Kasia Korczyk
Kasia Gronkiewicz
Ania Przybyt
za pomoc przy rozdawaniu plonów
... owies nierozdany, który został w galerii nie zmarnuje się, zjedzą go króliki,
ziemia trafi na teren wokół Poleskiego Ośrodka Sztuki

fot. Andrzej Grzelak






























poniedziałek, 4 lutego 2013

Jutro "plony". Jakoś smutno mi dziś w galerii się zrobiło. Dużo improwizowałam, do tekstów starych, tradycyjnych stwarzałam własną melodię, czasem nie było słów, tylko dźwięk.
Myślę, że ta cała akcja mnie zmieniła.
Wszystko z potrzeby ocalenia  duchowej mocy natury, by posiać ziarno niepewności w tym "pewnym" świecie.
Przypomniało mi się, że jak śpiewałam kiedyś w Hiszpanii to kolega powiedział, że ten śpiew ma w sobie coś ze śpiewu Indian, Afryki. To oczywiste, on pochodzi z natury. To jest przyczyna podobieństwa. Żyjemy na tej samej ziemi.


projekt plakatu Maciej Bohdanowicz



piątek, 1 lutego 2013

Dziś też otworzyłam drzwi galerii. Mam wrażenie, że potrzeba ośmielić Łodzian. Otwarte drzwi i dźwięk  zapraszają, by wejść do środka. Jeszcze nie wszyscy wiedzą, że na Piotrkowskiej mieści się teraz nowa siedziba Galerii Manhattan. Zdjęcia z drabiny robił "szalony" Andrzej Grzelak :-)  czyli cały czas coś nowego. 

To jest  fascynujące móc obserwować wzrost rośliny, od ziarna, kiełeczków do całkiem już sporej trawy. Wzrost, rzecz oczywista, ale  w swej naturalności zupełnie niezwykła, tym bardziej, że wierzysz, że przyczyniasz się do tego wzrostu, bo podlewasz, bo śpiewasz, bo zapraszasz inne osoby do współuczestnictwa w pielęgnacji. Kontemplacja "cudu", dbałość o każde źdźbło wynikająca z tęsknoty, z silnej potrzeby zespolenia z naturą. Myślę, że zrozumienie roślinnego trybu życia może być pomocne w naszym sposobie myślenia o nas samych.
Z każdym dniem czuję się przy owsie coraz bardziej swobodnie. Pieśni jakie śpiewam są z ziemi i sposób ich śpiewania też jest taki; bardzo naturalne, szczere i w tej szczerości silne i bezbronne jednocześnie.
... związek fizyczny i duchowy człowieka z przyrodą jest ogromny.








BABA ZAPRASZA



uwielbiam ten kalendarz, po prostu UWIELBIAM !

czwartek, 31 stycznia 2013

Dzień pełen emocji.
Nie byłam sama przy poletku. Na 14.30, a nawet wcześniej trochę, przyszła też Agata Butwiłowska.
Śpiew w grupie ma sam w sobie więcej radości, z tego względu chociażby,
że nie śpiewa się w pojedynkę, tworzy wspólnotę. Dużo gości dziś też do nas zawitało.
Gdy Kinga Karp dołączyła do naszej śpiewającej dwójki  to już w ogóle "popłynęłyśmy". Takie te pieśni są,  pozwalają na ekspresję siebie. Można krzyknąć i się wyżyć, można schować w słowach kiedyś przez kogoś wyśpiewanych swoją historię, swoją radość, smutek, tęsknotę.
Ponieważ stłumione dźwięki słychać było na ulicy, ludzie z ciekawości, tak jak w poprzednich dniach, zaglądali przez szklane drzwi, ale bali się wejść do środka.    
Nie wiem skąd ten nieuzasadniony strach.
Założyłyśmy więc kurtki i śpiewałyśmy przy drzwiach otwartych. A niech głosy się niosą po Pietrynie, a co!
To pomogło przełamać obawę przed wejściem do galerii.
Pojawiły się min. dzieci, zostawiając piękne rysunki na kalendarzu, pojawiła się Pani Marzena, która jak się później okazało pochodzi z Łemkowszczyzny. Osoby zatrzymywały się albo na ulicy, albo przysiadywały na chwilę w środku.
Zjawił się też Pan, który zaczął płakać! Stał i płakał. Poruszyło to każdą z nas. Nogi miałam jak z waty.
Atmosfera zmieniła się diametralnie.
Pieśni radości stały się pieśniami smutku. To było "coś" na kształt płaczu nad poletkiem z owsem.
Płaczu nad czymś co zaraz możemy utracić.


z Agatą to można poszaleć, też lubi jak ja, śpiewać wysoko





a później przyszła Kinga Karp i śpiewałyśmy we trójkę






i moja siostra Ewa też odwiedziła, przyjechała ze Skierniewic ! :-)